niedziela, 12 czerwca 2016

Gdzie dobre wiatry poniosą - gdzie dusza znów tęsknie się wyrywa... - czyli wspomnień część I...








Na początek - miejsca dla mnie absolutnie ..the best..!!!

PORTUGALIA
Zakochałam się w niej późno, bo zaledwie w roku 2010... 
Nie wiem, czy ze wzajemnością, więc być może jest to miłość platoniczna. :)) 
Wiem za to, że miłość ta  - z mojej strony - ma wiele odcieni, poziomów, rozdziałów, czy... natężeń wibracji...




Rozdział I 

- natężenie wibracji..największe... :)
Portugalczycy zwykli mawiać: 
"Kto nie widział Lizbony, nie widział rzeczy cudnej" 

LISBOA-LISBON-LIZBONA


Metropolia, jednak całkiem inna od stereotypowych wyobrażeń, chociażby już przez sam fakt położenia na siedmiu wzgórzach,     które gwarantuje różnorodność doznań i absolutny brak  monotonii.

Lizbona /jak każda kobieta :)/- jest wymagająca..., trzeba mieć dla niej duużo czasu i cierpliwości... 
W zamian odwdzięczy się na pewno - ofiaruje tak wiele! 
Zachwyca już od pierwszego wejrzenia, a potem odkrywa się już tylko coraz to nowej jej uroki - jednak do pewnego stopnia... 
Ma swoje tajemnice, których zwykłemu turyście nigdy nie zdradzi. 
Nie można jej poznać - nawet powierzchownie - ani za pierwszym pobytem, ani  podczas wielu, wielu kolejnych... 
Za każdym razem zaskakuje czymś nowym i fascynującym. 
Jest jak prezent zapakowany w ogromne pudło z kokardą, które       po otwarciu zawiera kolejne pudełko i kolejne... 
Kiedy będzie to ostatnie, i co będzie zawierać - tego tak szybko nie uda się dowiedzieć... 
Dla chcących "zatrzymać się w biegu", odnaleźć równowagę wewnętrzną po codziennej gonitwie za... "wszystkim i niczym" w swojej ojczyźnie - życie portugalskiej stolicy - to spokój i gra światła... 
Nie bez powodu zwana była przez Fenicjan Spokojną Zatoką.




Ponte 25 de Abril  
Łudząco podobny do Golden Gate Bridge. Łączy Lizbonę z Almadą.


Jardim de Sao Pedro de Alcantara w Bairro Alto. 


Jardim de Sao Pedro de Alcantara - to jeden z wielu w Lizbonie miradouros. Zerkając z tego miejsca na prawo można zachłystnąć się urzekającą panoramą: Baixo, Alfama z górującym Castelo de Sao Jorge, skrzący się w promieniach słońca Tag. 

Taak, "królowa" Lisboa jest piękna, ale bywa niepokojąca, no i lubi zaskakiwać.
Dlatego też miradouros, które zazwyczaj przyciągają przyjezdnych -  to również miejsca, gdzie typowy turysta ma szansę pożegnać się szybko z częścią posiadanej w portfelu gotówki w walucie EUR. 
A to za sprawą rzeszy kolorowo i "etnicznie" ubranych "afrykańskich studentów", uśmiechających się szeroko na twój widok już z daleka, niezwykle chętnych do pogawędki, którzy zawsze pobierali pilnie nauki akurat w twoim kraju, i mając na względzie pamięć o hordzie znajomych (rzecz jasna - twoich rodaków) z "tamtego" cudownego w ich życiu okresu - pragną ogromnie Cię uszczęśliwić, darowując "na pamiątkę" jakiś "niezobowiązujący" drobiazg w postaci bransoletki, wisiorka, czy innych takich "gadżetów". 
Upominek jest niezobowiązujący, dopóki nie znajdzie się w twoich rękach, albo na szyi, bo od tej chwili staję się przedmiotem żądania zapłaty za powyższe... 


Gdziekolwiek nogi poniosą - będzie pięknie:)

Elevador da Gloria
 Jedna z czterech lizbońskich kolejek.
Najstarsza z nich, Elevador do Lavra "ruszyła" w 1884r.(sic!)  Początkowo jako kolej zębata, z balastowaniem wodnym, a jej wagoniki były piętrowe. Po latach napęd stanowiła maszyna parowa, a dopiero od 1915 roku została zelektryfikowana.

W głębi - Calcada do Carmo...
...i jesteśmy na Rossio (Praca Dom Pedro IV)...
...z mozaiką wykonaną z ręcznie ciętego białego wapienia i szarych kostek bazaltu oraz neoklasycystycznym Teatro Nacional de Dona Maria II. Przed trzęsieniem ziemi, jakie nawiedziło Lizbonę w 1755r., a które zniszczyło ten rejon miasta w sposób szczególnie dotkliwy - wcześniej był w tym miejscu pałac inkwizycji, przed którym rozgrywały się najbardziej wstrząsające lizbończykami wydarzenia - od  publicznych egzekucji, przez walki byków, po parady wojskowe.






Rua Augusta -wyłożona okazałą mozaiką. Ale zanim podążymy do jej końca, skręcimy jeszcze w prawo...



...bo tu wznosi się Elevador da Santa Justa.
Jedyna z kolejek lizbońskich - będąca neogotycką windą.
Zaprojektował ją uczeń Eiffla - Raoul Mesnier de Ponsard.









Dwa kroki od górnego poziomu windy znajduje się Igreja 
do Carmo. 
To Średniowieczny Klasztor Karmelitów. 
Ucierpiał podczas trzęsienia ziemi tracąc całkowicie dach, a nie będąc nigdy odbudowanym - za dnia, pośród zgiełku centrum miasta - jego mury oferują enklawę ciszy. 
O zmierzchu zaś - dodaje miastu aurę mroczności, niesamowitości, tajemniczości i grozy...




Wracamy na Rua Augusta...

...u wylotu której wzniesiono ponad 30 metrowy - wapienny Arco de Rua Augusta- upamiętniający odrodzenie miasta po trzęsieniu ziemi - wieńczy go alegoria Chwały, po bokach Geniusz i Odwaga. 
Po drugiej stronie "bramy do miasta" - "schodzący" niemal do brzegu Tagu - 
Praca de Comercio  
Oglądany od tej strony łuk triumfalny ukazuje kolejne  alegoryczne wizerunki - tym razem największych rzek Portugalii - Tagu i Duor
o.









Lisboa o poranku - jeszcze cicha, z lekka melancholijna, zazwyczaj nierozbudzona do końca, przeciągająca się dłuugo i leniwie, "kąpiąca się" w promieniach wschodzącego słońca - wraz z nadchodzącym zmierzchem - ze świetlistej... - przemienia się w pulsujący życiem i kipiący energią organizm - gotowy dawać,       ale i wsysać... 

Każda istniejąca o poranku wolna przestrzeń miasta - wieczorem pozostaje zaabsorbowana na potrzeby międzyludzkich kontaktów - w szerokim tego słowa znaczeniu. 

Cytując Fernando Pessoę - rzec by można, że Lizbona to "żywa scena, po której przechodzą różni aktorzy, grający w różnych sztukach"

Rua do Duque
/nieee, to nie "wesele u sąsiadów", to tylko cowieczorna biesiada etranzerów i tuziemców/


Nieodzowny tramwaj nr 28, który zawiezie do wszystkich najpiekniejszych i ważnych zakatków miasta.
A po szalonym wieczorze  - do hotelu... :))





                                             Boa noite!





Bom dia!
Rozdział II 
poziom wibraci - równie wysoki...
LISBON.. C.D.


Kolejny świetlisty poranek w Lizbonie...

uliczki zagęszczone kamieniczkami z charakterem...





 ale dziś plany odkrywania bardziej odległych rejonów miasta od starego centrum...


Ze stacji metra Rossio pojedziemy aż do stacji Oriente.
To miejsce - węzeł.. - stacja kolejowa, dworzec autobusowy, a parę kroków stąd..Parque das Nacoes..-wspomnienie po wystawie światowej z 1998r., które  senną Lizbonę pokazało od całkiem innej strony...
Dziś nadal to miejsce tętni życiem i przyciąga  turystów.














































sobota, 11 czerwca 2016

Gdzie dobre wiatry poniosą - gdzie dusza znów tęsknie się wyrywa...







Można wspominać te... wszystkie miejsca na Ziemi, ktore po "odkryciu" zapadają głęboko w sercu, można też planować "odkrywanie" następnych...

TU będzie i jedno, i drugie, bo tęsknię bardzo do niektórych - już poznanych, ale czuję też potrzebę poszukiwania, odkrywania i oswajania dla siebie kolejnych...
TU nie ma miejsca na chronologię, nie będzie też typowego "Przewodnika po....", ani "Poradnika turysty".
Nie będzie, ponieważ kieruje mną przede wszystkim sentyment, zachwyt, albo wręcz... zauroczenie miejscem. 


Miejscem, o którym mówię - "JEST MOJE".


















Miejscem, które oprócz doznań wizualnych -  daje jednocześnie wyciszenie, spokój, wewnętrzną harmonię - słowem - doświadczenie totalnego błogostanu!







Miejscem, którego nie chcę opuszczać, a kiedy już istnieje taka konieczność, to tęsknota za nim jest tak ogromna, że nie mogę doczekać się powrotu...

Powrotu, ale nie po to, żeby zobaczyć, co się zmieniło podczas nieobecności, tylko powrotu, który niesie nadzieję,  że wszystko pozostawione zastanę na swoim miejscu, tak jak było, tak jak lubię...









Bo TO właśnie..., ta.... "stałość rzeczy" jest dla mnie gwarantem pewności, spokoju i sprawia, że chcę tam wrócić... znowu....








Będzie też o miejscach, które dopiero chcę i będę poznawać..., odkryć ich barwy, poczuć ich zapach, smak... i zdecydować - czy będą "moje" i  czy będę za nimi tęsknić...

czwartek, 17 marca 2016

Kropla goryczy, która dała początek...

"only two things are infinite, the universe and human stupidity, and I'm not sure about the former" - A. Einstein








Od dłuższego czasu udręką jest otaczająca mnie codziennie rzeczywistość - a teraz, w ostatnich miesiącach - szczególnie. 
Nie mam ochoty tracić - kto wie, ile jeszcze (?) pozostałego mi na naszej pięknej Planecie czasu na denerwowanie się i szarpanie ze wszystkimi formami paranoi i absurdu, na które nie mam totalnie wpływu.. 
O nie 
Dlatego TU będzie tylko:
słońce, 
piękne widoki, 
dobre jedzenie, 
wspomnienia albo plany z powyższym związane... 
i święty spokój...














Kto zechce mi towarzyszyć lub podążać moimi śladami... - zapraszam!